bodega paco gongora

Sewilla, Calle Padre Marchena 1. Mała uliczka niedaleko katedry.Restauracja – nie dizajnerska – bardzo mała, dość stara i mocno zużyta. Kelner Manolo przynosi menu z którego niewiele rozumiem, bo mój hiszpański pozwala przeżyć, a nie rozumieć niuanse w nazewnictwie ryb i owoców morza. Czytam Kunderę, zamawiam cokolwiek. Wybiera Manolo. Przynosi wino, potem serię małych talerzyków. Pierwszy kęs…znalazłam swoje miejsce na ziemi. Jem obiad i kończę książkę razem z mocną kawą. Następnego dnia wracam, czytam coś innego, nie pamiętm już co (minęły 4 lata). Znów wybiera Manolo. Czytam, podchodzi Manolo, przeprasza, ale jest 17, zamykają. Przenoszę się z książką do baru obok,Manolo rozmawia z barmanem i przynosi mi szklankę. Żegna się i wychodzi. Piję coś migdałowego, do końca książki.

Szczerze pisząc,  nie wiem,czy rzeczywiście jest tam tak, jak zapamiętałam. Może wypiłam więcej wina, niż mi się dziś wydaje? Może 4 lata temu inne rzeczy były dla mnie ważne? Kilkakrotnie miałam zamiar polecieć do Sewilli i sprawdzić, ale zawsze pojawiał się jakis inny pomysł, brakowało czasu albo pieniędzy. Pewnie tak ma być. Może miłe wspomnienie zniknęłoby pod wpływem rozczarowania? Nie wiem. Możliwe, że kiedyś tam jeszcze będę, może nie.

Jeżeli jednak ktoś z Was znajdzie się  w Sewilli, polecam. Koniecznie przed 17. I pozdrówcie ode mnie Manolo.

Tags: ,

Comments are closed.