epopeja z Multibankiem – finał

Zwrócili nam pieniądze.

Umówiliśmy się z dyrektorem katowickiego oddziału i przekazaliśmy mu pismo w którym domagaliśmy się zwrotu wraz z plikiem załączników potwierdzających daty, chwile i momenty wpisów do ksiąg wieczystych o które tak bardzo upominał się bank. Całość została posumowana i poparta odpowiednimi paragrafami przez naszego prawnika, który napisał obszerną opinię uzasadniającą roszczenia. Po jakiś trzech tygodniach na naszym koncie pojawiła się opatrzona tajemniczym cyfrowo-słownym kodem suma. Pismo wyjaśniające dotarło do Marcina (mimo, że to ja, do jasnego gwinta, składałam dokumenty) nieco później. I tyle. Niby fajnie, nawet mam satysfakcję – nie tyle z tego że dostaliśmy z powrotem nasze pieniądze, raczej z tego, że przebrnęłam przez te zniechęcające papiery i nie odpuściłam. Pozostał wielki niesmak. Oto bank, który kilka lat temu wybraliśmy jako nowoczesny, otwarty, elastyczny i profesjonalny zszedł na naszych oczach na psy. Poza opisaną historią przeżyłam z nimi koszmar z dokumentami potrzebnymi do kredytu na dom – bałagan jaki panował w trakcie moich starań o kilka świstków i zaświadczeń trudno opisać. I te kiedyś kompetentne i miłe panie, które nagle przestały być zmotywowane do rzetelnego wykonywania swojej pracy. Cóż, może odebrali im premie? Od całej sprawy minęło już parę chwil, więc powoli zapominam, ile wysiłku i czasu włożyłam w całą mulibankową papierologię. To co zapamiętałam to WIELKIE ROZCZAROWANIE. Zdecydowanie nie polecam usług tego banku.

Tags: ,

multibank
. You can follow any responses to this entry through the RSS 2.0 feed. Both comments and pings are currently closed.

One Response to “epopeja z Multibankiem – finał”

  1. Bianka Says:

    Gratulacje – niestety sytuacja wygląda podobnie w większości banków :-(